Malezja i Kambodża - wyprawa marzeń 3

Malezja i Kambodża – wyprawa marzeń Singapur + Malezja + Kambodża

Justyna Kulczycka

JAKIE SĄ NASZE WRAŻENIA? OTO NASZE 6 PRZEMYŚLEŃ:

Po pierwsze jedzenie, jedzenie i jedzenie.

Kuchni azjatyckiej nie można mieć dosyć, szczególnie gdy w jednym miejscu mieszają się wpływy indyjskie, chińskie, malajskie i tajskie. Gdy soczyste owoce dostępne są cały rok, a dary morza kosztują grosze. Nasi lemak, Tom Yun, Char Kway Toew, Asam Laksa czy Banana Leaf skradły nasze nie tyle serca, co żołądki.  To był prawdziwy jedzeniowy amok (przypis – amok to tradycyjna potrawa kambodżańska).
I zdecydowanie najlepszy streetfood jaki można sobie wyobrazić (Georgetown dzięki temu będzie śnić nam się po nocach jeszcze długo). I jeśli ktoś kiedyś Wam powie, żeby uważać na streetfood,  to nie słuchajcie go – jedzenie smakuje najlepiej tam gdzie jedzą lokalsi, a szklaneczka (lub dwie) rumu w połączeniu z pikantnością załatwią sprawę obcej flory.

Po drugie różnorodność kulturowa.

Wpadliśmy w miejsce totalnie odmienne kulturowo, wyznaniowo od tego co znamy z Europy. Ludzie, ich stroje, ich rysy – to nas zachwyciło! Szczególnie w Malezji gdzie za sprawą kolonializmu społeczeństwo jest bardzo różnorodne poczuliśmy się jak w rasowym kotle. Nie mogliśmy przestać fotografować i być fotografowanym (ile komplementów usłyszeliśmy odnośnie naszej urody! – wzrost ego o 100%). A do tego coś niesamowitego – panująca harmonia. Ludzie respektujący siebie i swoje wyznania wzajemnie. Ta odmienność sprawiła, że każdy z nas poczuł ostre odcięcie od polskiej rzeczywistości – czy może być coś lepszego na wyprawie?

Po trzecie fauna i flora. Całkowita egzotyka! 

Odwiedziliśmy najstarszą dżunglę świata, gdzie występuje 20% światowej fauny i flory z czego większość gatunków endemicznie. Gdzie można wytropić ślady legendarnego tygrysa indochińskiego (choć nawet Ci, co byli tam 300 razy go nie widzieli). Kąpaliśmy słonie, w jaskini z jedzenia okradły nas jeżozwierze, a dzioborożce nawoływały jak na króla ptaków przystało. W samym Kuala Lumpur można było za to spotkać zwierzę będące krzyżówką jelenia i myszy (mousedeer). Już nawet nie wymieniamy tych pająków oraz węży (i nie tylko), które w końcu wylądowały w naszych brzuchach za sprawą nocnego marketu w Siem Reap.

Po czwarte historia, której czasem nie da się uniknąć. 

W Kambodży kraj stoi dziećmi. Społeczeństwo odradza się po krwawych rządach, gdzie wymordowano 25% ludności kraju, a wielu zostało okaleczonych przez miny. Będąc wśród tych ludzi, spacerując wśród murów Angkoru nie da się odciąć od ducha historii. Ona przenika, namawia do refleksji. Dzięki temu z podróży, takiej jak ta, nigdy nie wraca się tym samym człowiekiem.

Po piąte - odpoczynek. 

Wyjazd był intensywny, nie ma co ukrywać. Więc o jakim odpoczynku mówimy? Tym mentalnym! Wyprawy w porównaniu z wakacjami all inclusive mają jedną niekwestionowaną przewagę. Dzieje się tyle, że nie masz czasu myśleć o problemach, pracy i wszystkim tym co zostało w kraju. Jesteś zajęty tym żeby chłonąć i doświadczać ile się da. Jesteś zajęty spełnianiem marzeń. A wtedy nawet chwila na plaży smakuje jak w raju.

Malezja i Kambodża - wyprawa marzeń

Po szóste i najważniejsze - ludzie.

Poznaliśmy się na tripie, każdy z innym bagażem doświadczeń, każdy z innym charakterem. Stworzyliśmy grupę, zawiązaliśmy przyjaźnie, a ile było śmiechu i żartów które tylko my rozumiemy. Jeśli kiedykolwiek ktoś z nas miał opory, żeby jechać gdzieś samemu, to już nigdy mieć nie będzie. Wszystko dlatego, że dobrze jest wyjść poza swoją strefę komfortu i poznać siebie na nowo. Dobrze jest poznać nowych ludzi, których łączy jedno – pasja poznawania świata. Jednego jesteśmy pewni – tego, że się spotkamy jeszcze nie raz, poza utartym szlakiem!