FreshMail e-mail marketing free online marketing software

 

 

Poszukiwany idealny 4-tysięcznik na pierwszy raz?

 

 

ETAP I. LOGISTYKA I PLANOWANIE

Jebel Toubkal jest najwyższą górą w paśmie Atlasu Wysokiego, a zarazem w Maroku jak i całej Afryce Północnej, co oczywiście daje okazję do tego, by właśnie z nim rozpocząć „kolekcjonowanie” Korony Afryki. Nota bene, coś jest na rzeczy, bo z Solistami możemy też sięgnąć po zdecydowanie najwyższy szczyt tego kontynentu – Kilimandżaro – i połączyć to z dzikim safari i rajskimi plażami Zanzibaru… ale to już inna historia 😉 Oto nasz krótki tutorial jak wejść na Toubkal i cieszyć się każdą chwilą tej wyprawy. Możliwości jest co najmniej kilka, a poniżej znajdziecie jedną z nich - solistową, intensywną wersję poczucia tego lekkiego dreszczu przygody przy przekraczaniu czterech tysięcy metrów nad poziom morza. Zaczynamy!

Najważniejszą bazą wypadową z rejon Toubkalu jest miejscowość Imlil, leżąca ok. półtorej godziny autem od czerwonego Marrakeszu. W Imlil można załatwić wszystko co tylko potrzebne lub pomocne w przygodzie: wypożyczyć kijki, raki, czekany i inny sprzęt (w sezonie czasem jednak ciężko np. dostać dwa takie same kije, warto przywieźć więc swoje – a kije to duuuży ukłon w stronę naszych stawów kolanowych, bo jutro w sumie zejdziemy prawie 2500 m w dół!), załatwić przewodnika, kupić wodę, jedzenie, a przy okazji potargować się o dywan, zjeść wszechobecny tajin, wypić kawę lub Berber whiskey (mint tea), potargować się o lokalne dzieło artystyczne lub też o berberyjską wiagrę na wagę. Poza portfelem, paszportem i dobrym humorem należy ze sobą mieć minimum następujący ekwipunek: buty trekkingowe, śpiwór, krem z bardzo wysokim filtrem, nakrycie głowy, ubranie dostosowane do warunków pogodowych na szczycie i oddzielnie na trasie (kurtka przeciwdeszczowa!), latarka czołowa oraz okulary przeciwsłoneczne minimum kat. 3.

Plan dwudniowy: start z Imlil z wysokości ok. 1700 m n.p.m. wcześnie rano (im wcześniej tym lepiej, więcej czasu na chillout po drodze), trasa ok. 6 h, gdzie standardowo przeciętnie przeciętnym tempem zabierze to ok. 6 godzin, wliczając w to krótkie postoje na wodę, sok etc. Śpimy w schronisku, rano dnia drugiego atak szczytowy, zejście do camp one (schroniska), późne śniadanie mistrzów i następnie powrót do bazy i zakończenie akcji górskiej wczesnym wieczorem.  Gotowi na trekking? Jedziemy!

ETAP II. NAPRZÓD BUCEFALE!

W powyższym opisie zbytków wszelakich jakie można znaleźć w Imlil brakuje wzmianki o jednym – o mułach. Trasa Imlil – schroniska pod Toubkalem wydaje się być dla ruchu mułowego (jak to brzmi) niczym Zakopianka dla spragnionego gór, a trochę niezbyt hojnie nimi obdarzonego 38-milionowego narodu. Muł (osiołków, koni ani tym bardziej wielbłądów na trasie nie spotkamy) kosztuje od 15 do 20 EUR (150 – 200 MAD, Marokańczycy przyjmują uproszczony i bardziej opłacalny dla nich przelicznik 1 EUR = 10 MAD) i spotkać go można wraz z opiekunem / prowadnikiem muła na trasie wiele razy, najczęściej przy punktach gdzie sprzedają wodę, przekąski, soki etc. Muł może przewieźć albo bagaże, albo jedną osobę na swoim grzebiecie, zarówno w górę jak i w dół, więc jeśli tylko po opuszczenia Imlil złapie Cię ochota na przejażdżkę – raczej nie będzie problemu z załatwieniem jej na dalszym etapie trekkingu (chyba że to szczyt sezonu). Mijając zwierzęta na szlaku pamiętamy by się odsunąć – nam łatwiej jest wymanewrować.

I ruszyliśmy. Pierwszy dzień to trasa Imlil (ok. 1700 m n.p.m.) – schronisko pod Toubkalem (ok. 3200 m n.p.m.). Trasa jednostajna (co nie znaczy, że nudna!), przewyższenie w zasadzie takie jak różnica pomiędzy punktem początkowym a końcowym, czyli ok. 1500 m. To mniej więcej tyle ile z parkingu na Palenicy Białczańskiej na szczyt Rysów. Pierwszy etap to opuszczenie wioski, kierując się radami autochtonów (rady za darmo! 😉 ) manewrując przez kilka uliczek, a następnie wspinając się nieco zygzakiem wychodzimy na ubitą drogę prowadzącą do najdalej wysuniętych zabudować Imlil. Płasko. Idziemy, mijamy kolejnych sprzedawców minerałów i dywanów, przekraczamy rzekę. Większość rzek w Maroko to rzeki okresowe, tak więc poziom przygody tego odcinka zależy od tego czy rzeka a) akurat jest, b) czy wylała. Przed nami odsłaniają się pierwsze widoki na obiekt naszego pożądania, przyszłą przyczynę naszego wyczerpania i radości – masyw Tubkalu. Za nami – często pojawiająca się wśród zdjęć z Maroko miejscowość Imlil, która teraz, z tej krajobrazowej perspektywy, nabiera uroku.

Tu zaczyna się szlak właściwy i wkraczamy na teren parku narodowego. Zgubić się nie można – trasa jest prosta, odnóg szlaku brak, a pamiętać jedynie należy o tym, by przy świątyni w połowie trasy skręcić na południowy zachód (w prawo). Idziemy doliną, dnem której płynie rwący potok, po bokach zarysowują się szczyty gór dochodzące nawet do 3500 m n.p.m., a nas samych co jakiś czas mija kilku pielgrzymów, którzy zmierzają do wspomnianej świątyni.

Kto w tej górskiej dolinie spodziewałby się marokańskiego odpowiednika Bazyliki w Licheniu może mieć problem z lokalizacją samego miejsca kultu pośród zabudowań małej wioski jaka wyrosła wokół niego – to pomalowana na biało… skała. Do której można o dziwo wejść. Przewodnik wyjaśnia, że sanktuarium nie jest związane z religią islamu, a jest raczej lokalnym wierzeniem związanym z osobą świętego, za którego stawiennictwem można prosić o wymarzoną drugą połówkę. Przerwa, siadamy, zamawiamy przepyszny sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy (10 MAD, 7-8 pomarańczy na szklankę, sztos!) i po chwili przekraczamy potok i kierujemy się już prosto w stronę schronisk pod Toubkalem. Rzadkie uprawy czy porastające dotąd zbocza tuje, ustępują roślinności i klimatowi z każdą chwilą bardziej wysokogórskim. Po drodze czekają nas jeszcze dwa punkty zaopatrzeniowe, co raz mniej ludzi i wreszcie na końcu odnajdujemy… śnieg? Stereotypowo można by pomyśleć, że śnieg w Maroko to niecodzienny widok, ale oczywiście nie jest to prawdą. Atlas to góry wysokie i zarówno wiosną jak i jesienią śnieg może zaczynać się już na tym etapie trasy. Raki niepotrzebne, ale muły dochodzą jedynie do granicy śniegu, więc cokolwiek dotąd było na ich grzbietach, teraz trzeba to donieść do schroniska samemu, bądź korzystając z pomocy porterów czyhających na okazję zaproponowania usług w mało korzystnych cenach. Trasa piękna, malownicza, im wyżej tym ściany gór po obu stronach doliny stają co raz bardziej strome, aż dochodzimy do zgrupowania schronisk pod Toubkalem. Oto nasz camp one.

 

ETAP III. ZAKŁADAMY OBÓZ PIERWSZY (i ostatni)

Schroniska pod Toubkalem zasadniczo są trzy + funkcjonuje przy nich możliwość rozbicia namiotu. My korzystamy ze Refuge du Toubkal, będące członkiem Club Alpin Français – karmią dobrze, kominek jest, bez problemu dostajemy dodatkowe koce, bo noce wiosną są na tej wysokości wciąż bardzo zimne. Samo schronisko posiada trzy oddzielne sale z kominkami, sanitariat w podziemiu i sypialnie na piętrze. Wszędzie dużo otwartych półek, na których zostawimy niepotrzebny na jutrzejszy etap sprzęt. Ze schroniska łatwo i szybko można wyjść na spacer aklimatyzacyjny i bez problemu podejść te 100-150m w górę. Wpisujemy się w księgę gości – wszelkie dane gości są wg zapewnień szefa naszego przybytku wprowadzane do systemu informacyjnego dla służb ratunkowych. Plan na jutro: wstajemy rano, zdobywamy szczyt, schodzimy do schroniska, posiłek zwycięstwa i spokojnym krokiem wracamy do Imlil, marząc o wieczornym hammamie w Marrakeszu.

Kontrowersyjną dla niektórych z powyższego planu może okazać się część „wstajemy rano”. Im wcześniej tym lepiej i wyjście 3-4 rano nie jest żadną przesadą. Wczesne wyjście to przygoda nocnej wędrówki w otoczeniu gwiazd; to możliwość zobaczenia nocnych świateł Marrakeszu; to szansa na magiczny wschód słońca na szczycie; a wreszcie, to szansa na to, by nie doświadczać tego, że z jednej strony pali nas marokańskie słońce, a z drugiej jesteśmy na czterech tysiącach metrów i po prostu musi być zimno. Nasze wejście na Toubkal odbyło się w połowie kwietnia, temperatura przy schodzeniu ze schroniska do Imlil zdecydowanie na krótki rękaw i szorty, warunki na szczycie o 9 rano to ok. stałe -10 stopni Celsjusza, odczuwalna z pewnością niższa, wiatr ok. 40km/h, w porywach do 70 km/h, piękna słoneczna pogoda.

Idziemy spać o 20, co po zrobieniu 1500 m w górę nie powoduje trudności. Jutro przygoda.

ETAP IV. ATAKUJEMY!

Wstajemy, szybkie śniadanie, zakładamy raki (bądź nie, jeśli nie ma potrzeby) i ruszamy. Zaraz za schroniskami trasa pnie się ostro w górę i od razu skręca trawersem w lewo. Przed nami ok. 800-900 m przewyższenia do grani szczytowej (choć ekspozycji tam nie ma, więc grań jest nieco umowna) i dalsze 100-200 m podejścia kopułą wyższego ze szczytów Toubkalu. Góra ma bowiem swój niewiele niższy szczyt zachodni, który także przekracza granicę czterech tysięcy metrów. Sam Toubkal wydaje się zaś primus inter pares, bo w jego otoczeniu podobną wysokość osiąga co najmniej kilka wzniesień. Jednak to on jest najwyższy, więc po niego ruszamy.

Kurtuazyjnie pytamy przyjaciół jak się spało. Połowa odpowiedzi: ok. Druga połowa: średnio, źle, tak jakby ciężko się oddycha, trochę głowa boli, czasem coś w klatce piersiowej zakłuje, zadyszkę mam, jakoś mi ciężko. I tu dochodzimy to tego, dlaczego Toubkal pomimo braku ekspozycji, elementów wspinaczkowych, technicznych, braku potrzeby asekuracji etc. to jednak naprawdę poważna wyprawa.

Skutki wysokości na jakiej się znajdujemy można już łatwo odczuć: lekkie problemy z oddychaniem, ból głowy i jej zawroty, problemy ze snem, możliwa zmiana posmaku, podbiegnięcie nie wchodzi w rachubę, rozmowa w trakcie trekkingu również odpada. Ocenia się, że na ryzyko choroby wysokościowej narażony jest każdy przebywający powyżej granicy ok. 2500 m n.p.m. Kolejną granicą jest tzw. strefa śmierci zaczynająca się na wysokości ok. 7800 m n.p.m., gdzie procesy kataboliczne przeważają nad anabolicznymi. Tak daleko dzisiaj nie zajdziemy, więc poprzestańmy na tym co się może dziać z naszym ciałem wchodząc na Toubkal. Pierwsza i najważniejsza informacja jest taka, że ani ta opowieść (autor zastrzega, że poniższe nie stanowi w żadnym wypadku porady lekarskiej i nie może jej zastąpić; poniższe to jedynie prywatne opinie autora, za które nie ponosi on odpowiedzialności), ani żadna literatura popularna czy przepastne otchłanie internetu nie zastąpią profesjonalnej konsultacji lekarskiej. Warto o chorobie wysokościowej przed wyjazdem poczytać w rzetelnych, zaufanych źródłach. Warto wiedzieć jak najwięcej i obserwować swoje ciało na całej trasie wejścia. Druga jest taka, że uznaje się, iż objawów choroby wysokościowej może być dużo (m.in. wymienione powyżej), mogą być różne i nie można ich lekceważyć – objawy te mogą być bowiem też objawami obrzęku mózgu lub płuc. Trzecia informacja - zaleca się, w przypadku wystąpienia jej objawów, jak najszybsze wytracenie wysokości, a i bez objawów w ramach profilaktyki ogólnozdrowotnej, w każdym wypadku przebywania w górach picie wody –im wyżej jesteś tym więcej. W przypadku rejonu naszej akcji Refuge du Toubkal zaleca przynajmniej 3 litry wody dziennie na osobę, a w miesiącach letnich jeszcze więcej.

Atakując Toubkal obserwujemy więc nasze ciała, dbamy o prawidłowe rozgrzanie dłoni, stóp, idziemy powoli, nawadniamy się. To nie spacer po Krupówkach – to przygoda, która wymaga odpowiedzialności i tego, by umieć czasem odpuścić. Jeśli czujemy się źle – zawracamy, góra tym razem wygrywa. Jeśli nie – realizujemy plan dalej.

 

 

ETAP V. NO TO JUŻ JEST SZCZYT!

Dobra wiadomość! Wydaje się, że zdecydowanie więcej osób osiąga szczyt góry, niż z różnych powodów nie wchodzi. Dziarsko więc po pierwszym trawersie zaczynamy się powoli i metodycznie piąć się w górę, po ok. 3h marszu (ponownie, przeciętnie przeciętnym tempem) osiągamy grań łączącą oba szczyty Toubkalu. Otaczające nad dotąd skały ustępując powoli miejsca przestrzeni. W prawo widoczny skręt na lekko poszarpany wierzchołek zachodni, w lewo zaś kilka ścieżek na delikatnie wznoszącą się kopułę głównego szczytu. A tam – metalowa piramida znacząca wierzchołek, będąca symbolem góry, który wiedzieliśmy już setki razy na różnych plakatach, pamiątkach i koszulkach sprzedawanych w Imlil. Serce bije, z radości zapominamy o zimnie, wietrze, zmęczeniu i pobudce o 3 w nocy. Cytując wrażliwego poetę w wersji ocenzurowanej: „No to już jest szczyt!” A z niego rozciąga się panorama na wszystkie strony, choć tylko od pogody zależy co zobaczysz – czy morze chmur po horyzont, czy płaską pustynię czarnego koloru ziemi, pobliskie szczyty i nieodległy przecież Marrakesz.

Wejście ze schroniska to ok. 4 godziny. Powrót do niego to ok. 2h, a droga do Imlil to dalsze 4 godziny. Akcja górska zakończona sukcesem – tym razem góra pozwoliła się zdobyć. Siedząc na tarasie jednej z licznych restauracji w Marrakeszu, pomiędzy palmami obserwujemy niesamowitą panoramę Atlasu, a wśród ośnieżonych wierzchołków – także i szczyt, który osiągnęliśmy kilkanaście godzin wcześniej. To nie jest szczyt wymagający dużego doświadczenia czy umiejętności wspinaczkowych. To jest góra oferująca radość z przekraczania swoich większych czy mniejszych granic, pozwalająca przekonać się jak czujemy się w górach wysokich, pozwalająca osiągnąć magiczną dla wielu granicę kolejnego tysiąca metrów. Toubkal wymaga kondycji, a 2,5km w przewyższenia pokonane w ok. 24h to już swego rodzaju wyczyn. Parafrazując klasyka, każdemu jego własny Toubkal!

 

Krzysiek

Zapisz się na solistowy Newsletter

  1. Nie ominie Cię informacja o nowych tripach,
  2. Dostaniesz cynk o ostatnich miejscach na tripy,
  3. Poinformujemy Cię o ciekawych podróżniczych wydarzeniach,
  4. Zaopatrzymy Cię w odpowiednią dawkę inspiracji do podróżowania!

Wyrażam zgodę na dostarczanie na podany w formularzu zamówienia adres e-mail Newslettera Klubu Podróżników Soliści zawierającego informacje o bieżących wydarzeniach dotyczących działalności Klubu Podróżników „Soliści” oraz informacje marketingowe. Administratorem Twoich dobrowolnie podanych danych osobowych jest Klub Podróżników Soliści z siedzibą w Oświęcimiu, ul. Zaborska 48B, 32-600 Oświęcim, wpisany do rejestru stowarzyszeń, innych organizacji społecznych i zawodowych, fundacji oraz samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej przez Sąd Rejonowy dla Krakowa – Śródmieścia, XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS:000052570; dane kontaktowe: tel.: 530 260 680, e-mail: klub@solisci.pl. Twoje dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie w celu wysyłki Newslettera na podany w formularzu zamówienia adres e-mail. W każdej chwili mogą Państwo zrezygnować z otrzymywania naszego newslettera klikając na właściwy link umieszczony na końcu wiadomości. Przysługuje Pani/Panu prawo dostępu do danych oraz ich poprawienia lub usunięcia oraz do cofnięcia wyrażonej zgody. Podanie danych jest dobrowolne, jednakże odmowa podania danych osobowych spowoduje niemożność dostarczania Newslettera. Szczegółowe informacje dotyczące sposobu rejestracji, modyfikacji i usunięcia danych oraz informacje dotyczące polityki prywatności dostępne są pod linkami: Polityka prywatności oraz Polityka Cookies.

FreshMail e-mail marketing free online marketing software