Smaki Kolumbii

 

 

Podobno droga do serca każdego mężczyzny wiedzie przez jego żołądek. Nie inaczej jest w przypadku podróżników i odwiedzanych przez nich krajów. Co nam z fantastycznych widoków i niespotykanych tras trekkingowych, jeśli w przerwach między podziwianiem kolejnych cudów natury i kultury podstawowe potrzeby z Piramidy Maslowa nie zostaną zaspokojone na satysfakcjonującym poziomie? W Kolumbii na szczęście nam to nie grozi. Miejscowa kuchnia jest tak urozmaicona i pyszna, że sama Magda Gessler piałaby z zachwytu po odwiedzinach kolumbijskiego comedora!

Umówmy się – kuchnia nie jest na topie skojarzeń, które przychodzą nam do głowy na hasło „Kolumbia”. Bogata i trudna historia, przede wszystkim ta najnowsza, a także pewien niezwykle popularny serial Netflixa sprawiły, że kraj ten wielu osobom może kojarzyć się z przemytem narkotyków, Pablo Escobarem i wojnami karteli. Napisać, że niesłusznie, to nic nie napisać! Mało jest chyba na świecie krajów oferujących tak wiele zróżnicowanych atrakcji, jak Kolumbia. Morze Karaibskie, Ocean Spokojny, pustynie, jeziora, lasy z 60-metrowymi palmami, miasteczka kolonialne, wielkie aglomeracje, jeden z największych światowych karnawałów, zakochane w piłce nożnej Medellin, dzika Amazonia… Serio, wymieniać można b e z  k o ń c a. Wisienką na torcie kolumbijskich wspaniałości jest zaś lokalne jedzenie!

AREPAS

Ameryka Łacińska kukurydzą stoi i w zasadzie każdy kraj tej części świata ma swój pomysł na przyrządzenie placka z mąki kukurydzianej. W Meksyku mamy tortille, w Salwadorze pupusas, a w Kolumbii – arepas. W zasadzie jest to dodatek do dań głównych (czytaj: mięsnych), ale wierzcie mi – kilka arepas spokojnie może „robić” za pełnoprawny posiłek. Nie powinniście mieć problemu z ich namierzeniem – te kukurydziane placki można dostać w Kolumbii na każdym kroku i na tysiąc sposobów! W okolicach Medellin zjemy słodkie arepas de chocolo (inny rodzaj kukurydzy) z białym serem, a już np. na północy kraju o wiele popularniejsze są arepas z różnego rodzaju słonym nadzieniem. Mnie najbardziej smakowały te smażone z jajem 🙂

KOLUMBIJSKIE ZUPY

Zaskoczeni? Tak, tak, świat nie kończy się na pomidorowej i rosole, w Kolumbii również nie brakuje pysznych (i niezwykle sycących) zup! Zazwyczaj wchodzą one w skład pozycji lunchowych, tzw. menu del dia, w typowych kolumbijskich stołówkach (czyli comedorach), ale można je też dostać w wykwintnych restauracjach – w wersji de luxe.

Jedną z najsłynniejszych zup rodem z Kolumbii jest ajiaco. Jada się ją w całym kraju, ale najczęściej ajiaco można spotkać na stołach mieszkańców stołecznej Bogoty. Jest przygotowywana z kilku rodzajów ziemniaków, kukurydzy i mięsa z kurczaka. Tradycyjnie podaje się ją z ryżem i awokado. Brzmi banalnie, ale wierzcie mi, efekt jest piorunujący, no niebo w gębie!

BANDEJA PAISA

Czyli murowana miażdżyca na talerzu 🙂 Danie popularne przede wszystkim w okolicach Medellin, którego mieszkańców określa się mianem Paisas. Zamawiając to danie, otrzymujemy czerwoną fasolę gotowaną z wieprzowiną, ryż, jajko sadzone, platano maduro (smażony banan), gotowane ziemniaki, chicharon (smażone wieprzowe podroby), mięso mielone oraz oczywiście arepas. Gdzieś w rogu talerzu powinno się jeszcze znaleźć miejsce dla kilku listków sałaty i plasterków pomidora. Zjedzenie tego dania w całości jest wyczynem nie mniejszym niż znalezienie noclegu w Barranquilli podczas karnawału!

 

BUÑUELOS

Czyli pączki… na słono. Kulki z mąki kukurydzianej i sera typu costeño smażone w głębokim oleju. Najczęściej jada się je na śniadania, w popularnych w Kolumbii cafeteriach albo przy niewielkich ulicznych stanowiskach. Obowiązkowo w towarzystwie tinto, czyli słodkiej, cienkiej kawy przygotowywanej z ziaren drugiej klasy (te pierwszej są przeznaczone głównie na eksport). Sprzedawcy z termosami pełnymi aromatycznego tinto i małymi, plastikowymi kubeczkami, w których tinto jest serwowane, to zresztą jeden z najbardziej charakterystycznych widoków kolumbijskiego krajobrazu miejskiego.

OBLEAS

Na deser mój ulubiony kolumbijski… deser. Tłumacząc koncepcją oblea produktami dostępnymi w Polsce, trzeba by napisać, że to dwa andruty połączone masą kajmakowo-serową. Sekret tkwi oczywiście w owej słodkiej masie, dulce de leche, oraz połączeniu jej ze słonym serem. Przepis prosty jak (an)drut, a efekt, że palce lizać. Dosłownie!

Ciekawostka: nie zdziwcie się, gdy będąc w Bogocie na co trzecim ulicznym stanowisku z obleas znajdziecie zdjęcie Micka Jaggera. Stolica Kolumbii była jednym z przystanków The Rolling Stones podczas ubiegłorocznej trasy koncertowej „America Latina Olé”. W trakcie zwiedzania miasta Jagger zatrzymał się przy punkcie serwującym słodki kolumbijski przysmak, zamówił jeden, po czym kontynuował wycieczkę, konsumując pysznego oblea. Reklama dźwignią handlu! Od tego momentu połowa sprzedawców w Bogocie próbuje przekonać turystów, że to właśnie ich wyrobu skosztowały najsłynniejsze usta w historii rocka.

Jacek