przez południe utah

8 stóp

                                         

 

 

 

PRZEZ POŁUDNIE UTAH

 

Parki narodowe na południu Utah w USA to popularny cel wycieczek z całego świata, również z Polski. Szczególnie wielu turystów ciągnie tam z Azji. Łatwo i szybko można przeskoczyć Pacyfik, wsiąść w wypożyczonego kampera czy samochód i w 2-3 tygodnie zrobić rundkę po najciekawszych miejscach. Ale czy da się to zrobić w miarę tanio? Na czym można przyoszczędzić? Czy trzeba szykować portfel wypchany dolarami?

 

Turyści docierają zwykle do Utah z Los Angeles lub Las Vegas. Dają sobie kilka dni na zatopienie się w amerykańskim gwarze wielkich miast i hazardzie, a potem ruszają na wschód. Z Las Vegas do pierwszego parku narodowego na południu Utah jest zaledwie dwie i pół godziny drogi wygodną międzystanową „15”.

 

My wyruszyliśmy z Salt Lake City.. Pierwszy raz chcieliśmy wjechać do Utah od południa – z Arizony – w marcu. Byliśmy wtedy od dwóch miesięcy w rodzinnej podróży z Maćkiem (lat 3,5) i Kaliną (6 miesięcy) w naszej niedużej przyczepie zakupionej w Chicago i podczepionej do również tam kupionego Jeepa Grand Cherokee. Dojechaliśmy przez Florydę i południowe stany do Wielkiego Kanionu w Arizonie.  Wpadliśmy na genialny pomysł, że ominiemy od wschodu Wielki Kanion i zwiedzimy parki narodowe południa Utah.

 

Pokonała nas pogoda. To z czego nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, to fakt, że Płaskowyż Kolorado – bez dwóch zdań najpiękniejszy w USA region geograficzny, to choć teren mocno pustynny, to jednak wyniesiony całkiem wysoko ponad poziom morza. Miejscami na prawie 3000 metrów, a w dużej mierze na ponad 2000 metrów. Do Flagstaff, około 75 mil na południe od Wielkiego Kanionu, dotarliśmy pod koniec marca i nie mogliśmy podłączyć się do bieżącej wody na kempingu, bo rury były zamarznięte. Ba, najwyżej w Utah położony park narodowy – Cedar Breaks, otwiera się zwykle w połowie czerwca (wtedy droga do niego staje się przejezdna), a śnieg potrafi utrzymywać się w wielu miejscach przez cały rok.

 

Mrozy to jedno, ale pogoda płata też inne figle. Najkrótsza droga do Utah – „89”, którą można ominąć Wielki Kanion od wschodu, była zablokowana przez potężne osuwisko ziemi. Jeśli jednak arizoński Wielki Kanion uda się wpleść w plan wycieczki, to tę drogę i tak pewnie trzeba będzie pokonać i nie będzie to czas stracony, bo arizońsko-utahańska „89” spokojnie może się znaleźć w pierwszej dziesiątce najpiękniejszych  amerykańskich dróg.

 

Piękne bowiem jest to, że zarówno w Arizonie jak i na południu Utah choć przestrzenie są ogromne i wiele czasu spędza się w samochodzie czy kamperze, to przyjemnością samą w sobie jest pokonywanie tych tras. Warto przy tym przy kupnie czy wypożyczeniu pojazdu porzucić pokusę wygodnego kampervana czy minibusa i wziąć samochód z napędem na cztery koła  z podłączoną do niego przyczepą. Możliwość zjazdu z utartych asfaltowych szlaków otworzy nas na zupełnie inne doznanie tej części Ameryki. A gangsterskie i mormońskie szlaki takie jak Dirty Devil Road czy Hole-in-the-Rock Road zostaną nam w pamięci na zawsze.

 

Ale po kolei. Załóżmy, że udało nam się w promocji znaleźć tanie bilety na 3 tygodnie do Las Vegas. Bierzemy więc namiot (planujemy oszczędzać na noclegach), portfel wypchany dolarami i ruszamy do światowej stolicy hazardu. Tam udaje nam się wypożyczyć za rozsądne pieniądze samochód – wygodny duży SUV poza sezonem na trzy tygodnie można znaleźć bez problemu za 2500 złotych i w drogę. Co dalej?

 

 

Jeśli ktoś ma szczęście w hazardzie, to może próbować powiększyć swój budżet w Las Vegas. Jeśli nie, to warto przynajmniej przejść się wieczorem i dać się ponieść klimatowi miasta popijając ogromne i niedrogie margarity. Nie warto za to przez miasto przedzierać się przed zachodem słońca. Nie jest wtedy zbyt piękne. Z Las Vegas najlepiej wyjechać rano. Jadąc na południe koniecznie trzeba wpaść na Tamę Hoovera. To absolutny majstersztyk myśli technicznej, który zmienił oblicze tej ziemi od Las Vegas po Yumę i wschodnią Kalifornię. A dodatkowo to ciekawy przykład rozwoju turystyki w USA na początku wieku i w czasach kryzysu bo budując tamę od razu projektowano tarasy widokowe, muzeum, sklepy z pamiątkami…

 

Jeśli wyjedziemy z Tamy Hoovera wczesnym popołudniem, to na obiad będziemy w Williams. To miasteczko, na którym podobno wzorowali się mocno twórcy filmu „Auta”. Tam można poczuć klimat Route 66, zjeść hamburgera w którymś z klimatycznych dinerów i szybko odbić na północ wzdłuż linii kolejowej, by przed zmrokiem dotrzeć do Wielkiego Kanionu.

 

Kilka mil przed kanionem, nieopodal ronda przed wjazdem do miasteczka Tusayan jest darmowy kemping. Wystarczy odbić na rondzie w prawo, przejechać leśną drogą kilkaset metrów i wypatrywać tabliczki z napisem „tu wolno nocować”.  I już można rozbić namiot. W wyszukiwaniu darmowych noclegów w USA posługiwaliśmy się głównie stroną freecampsites.net. Podróżując z przyczepą szukaliśmy głównie takich miejsc, gdzie spokojnie dało się dojechać naszą karawaną, ale przyzwoity SUV i namiot otwiera dużo szersze pole do popisu.

 

Darmowy kemping przy Wielkim Kanionie jest na terenie lasu administrowanego przez BLM – Zarząd Terenów Publicznych. Ta instytucja ma pod nadzorem 1/8 terenu USA. Generalnie pozwala na darmowe nocowanie, ale czasami robi wyjątki i stawia warunki. Może zupełnie zakazać nocowania, może je ograniczyć, może wydzielać miejsca na nocleg, by np. chronić delikatny glebowy ekosystem. Podróżując z namiotem i korzystając z terenów BLM warto po prostu znaleźć ich najbliższe biuro i zapytać o możliwość darmowego noclegu. Czasem strażnicy będą próbowali namówić nas na płatny kemping, wtedy trzeba uparcie trwać przy swoim.

 

Noclegi pod namiotem na terenach BLM mają też tę zaletę, że często można legalnie rozpalić sobie ognisko, by upiec dajmy na to jakąś lokalną Polish Sausage. W USA palenie zebranego drewna nie jest sprawą prostą z powodu trochę innego niż polski pomysłu na zarządzanie leśnymi ekosystemami. Zazwyczaj trzeba drewno zakupić, a połamane gałęzie czy drzewa w lasach mają albo zgnić i użyźnić las, albo mają posłużyć za paliwo do kontrolowanego pożaru. W parkach narodowych palenie zebranego drewna jest zwyczajowo zakazane.

 

 Wielki Kanion może nas zaskoczyć tym, jaką z niego zrobiono ogromną turystyczną fabrykę. Co więcej, dokonano tego już prawie 100 lat temu doprowadzając prawie nad samą krawędź kolej i budując niedaleko na południu route 66. Wystarczy jednak odejść od punktów widokowych, przejść się trochę szlakami, by mieć kanion prawie dla siebie. Schodząc na kilkudniową wyprawę w głąb kanionu można przy szlaku nocować w namiocie. Wystarczy wziąć pozwolenie i zgłosić termin trwania wycieczki. To też o tyle ważne, że widząc zostawiony na parkingu samochód, odpowiednie służby nie zaczną akcji poszukiwawczo-ratunkowej.

 

 

 

Wjazdy do amerykańskich parków narodowych nie są tanie i potrafią w Utah kosztować nawet 25 dolarów od samochodu. Warto więc kupić sobie przed pierwszą wizytą (czyli jeszcze przed Tamą Hoovera, która jest traktowana jako pomnik narodowy) kartę America the Beatiful, która za 80 dolarów da nam nieograniczony wstęp przez cały rok m.in. do parków narodowych.  Zwróci się nam przy czwartej wizycie.

 

A co dalej? Ruszmy na wschód do Page, gdzie czeka piękny szczelinowy Kanion Antylopy, dalej okrążmy Wielki Kanion jadąc „89” i koniecznie spróbujmy wylosować wejście do The Wave – jednego z najpiękniejszych miejsc na Ziemi, które widzieliśmy [link do loterii: http://www.blm.gov/az/st/en/arolrsmain/paria/coyote_buttes/permits.html]. Wzdłuż „89” znajdziemy wiele miejsc na bezpłatne noclegi, a kiedy przyjdzie nam ochota na prysznic, to w większości parków narodowych za taką przyjemność zapłacimy 2 USD. Z „89” odbijmy do Zion, gdzie czekają na nas najlepsze szlaki wędrówkowe w całych Stanach Zjednoczonych. Już sam dojazd do tego parku narodowego przez tunel na drodze „9” będzie niezapomnianym przeżyciem.

 

Z Zion pojedźmy „89” na północ, by skręcić na wschód na „12”. To pierwsza "All-American Road" w Utah oraz droga, która nie tylko łączy wiele parków narodowych ale przez setki mil prowadzi też przez Dixie National Forest – nasz ukochany las w USA, pełen pięknych darmowych miejsc noclegowych, niezapomnianych ognisk pod gwiazdami.

 

Z „12” zwiedzimy Kanion Bryce’a, odbijemy na kilka niesamowitych bocznych dróg widokowych prowadzących dawnymi mormońskimi szlakami, które nie zasłużyły na wyasfaltowanie. Obejrzymy rysunki naskalne, a po wjechaniu na „24” żyzne doliny w okolicach Fruita, księżycowe widoki w parku narodowym Capitol Reef. Dalej staniemy przed wyborem czy do parków narodowych w okolicach Moab (Arches, Canyonlands) jechać od południa czy północy. Jeśli wracamy do Las Vegas wybór jest prosty, bo i tak zwiedzimy wszystko po drodze robiąc pętlę. Nie ominiemy więc i Doliny Goblinów, jak i Doliny Pomników, a naszym krańcowym punktem stanie się Moab i otaczające je cuda wyrzeźbione przez rzeki Green i Colorado.

 

To wszystko da się zrobić w trzy tygodnie bez żadnego płatnego noclegu wydając na wstępy do parków narodowych zaledwie 80 USD. Jeśli bardzo goni nas czas, warto usiąść nad mapą z zaznaczonymi bocznymi szlakami w Utah i jeszcze bardziej zoptymalizować trasę, np. robiąc skrót z „89” na „24” przez Smokey Mountain Rd, której okolice zagrały w jednej z części „Planety Małp”. Z Płaskowyżem Kolorado, a szczególnie z południem Utah trzeba jednak bardzo uważać. Rozpala taką tęsknotę, że potem trudno wrócić do „normalnego” życia.