podróże z kuchnią w tle

 

 

 

Czym byłoby odkrywanie świata bez próbowania lokalnego jedzenia? Wszyscy zgodnie twierdzimy, że na poznawaniu nowych smaków oszczędzać nie warto. Zabieramy Was zatem w kulinarną podróż - po potrawach, które skradły nasze serca, ale też po tych... na które warto uważać!

 

 

 

 

 

Zaczynamy od nietypowego sardyńskiego sera – cazu marzu. Wytwarzany z mleka koziego lub owczego o bardzo intensywnym smaku. W gotowej formie sera wycinany jest otwór, gdzie tzw. „serowa mucha” składa swoje jaja, z których wykluwają się larwy. Jedzą one ser, dostając się do jego środka, dzięki czemu zyskuje niesamowicie kremową konsystencję. Po kilku miesiącach takiego procesu jest gotowy do spożycia. Oczywiście je się go ze skaczącymi, żywymi larwami! Zgłodnieliście?

 

 

 

 

Burger jaki mógłby stawać w szranki w konkurencji najmniejszych i najdroższych potrwa jakie jedliśmy. Bagatela 60 zł na lotnisku w Istambule. Rada dla planujących tam przesiadkę: warto przygotować sobie wałówkę w domu lub kupić coś na bezcłówce w Polsce.

 

 

 

Jeśli już o bułkach mowa, to pora na chleb z serem i skwarkami na ciepło. Ten bardzo popularny niemiecki odpowiednik naszej pajdy ze smalcem podawany jest z kilkoma sosami, a najczęściej spotkać możemy go na niemieckich jarmarkach bożonarodzeniowych (ten ze zdjęcia jedzony był przez nas na jarmarku przy Gendarmenmarkt w Berlinie). Więcej o ciekawych jarmarkach świątecznych znajdziecie tutaj.

.

 

 

 

 

 

 

Choripan – argentyński hot-dog z chorizo. Serwowany z salsą, posiekaną ostrą papryką, cebulą, natką pietruszki i pomidorami. Bez obaw! Danie nie jest ostre. Do tego maksymalnie sycące, proste i tanie. Gdzie szukać najsmaczniejszych w Buenos? U starszych panów serwujących je na ulicach - z rozstawionymi na chodniku grillami (asado) podczas coniedzielnych targów przy Plaza Dorrego.

.

 

 

 

Planujecie wizytę w Peru? Jeśli tak to musicie spróbować ceviche. Danie przyrządzane jest z surowej, posiekanej ryby z sokiem z limonki, z dodatkiem cebuli, papryki i soli. Pycha! Aczkolwiek zaraz po spożyciu polecamy sięgnąć po gorzką żołądkową. Tak dla zdrowotności. W miejskich restauracjach ceviche serwowane jest jako przystawka w cenach 15-20 soli. Warto zajrzeć więc do mniej turystycznych miejsc – dostaniemy tam dużą porcję za 5 soli (niecałe 6 zł). Dodatkowo zyskamy niepowtarzalną możliwość zjedzenia lunchu w towarzystwie właściciela i jego całej rodziny.

 

 

 

 

Bardziej wrażliwym radzimy ominąć tą cześć artykułu. Mózg i głowa kozy serwowane w Iranie jako śniadaniowy przysmak. Ciężko mówić tu o kulinarnych uniesieniach, ale jest to na pewno coś czego w Polsce się nie spotka. Jeśli nie jesteśmy szczególnie wrażliwi, warto spróbować.Jak na razie z naszej ekipy odważył się na to tylko Krzysiek Wróblewski z Moto Xpress Tour

 

 

 

 

 

Holenderskie sery. Szczególnie te ze sklepiku Henry Willing & More w Amsterdamie. Miejsce, którego żaden łasuch ominąć nie może. Bardziej głodni mogą liczyć na darmową degustację.

.

.

 

 

 

 

 

 

Czy mamy na sali jakiś fanów kefirów i maślanki? Co powiecie na mocno posoloną, miętową wersję? Będąc w Iranie uważajcie na takie niespodzianki. Próbując - przygotujcie się na żołądkowe rewolucje.

 

 

 

 

 

Gruzińskie chaczapuri – uzależniające. Przez kilka pierwszych dni nie możesz przestać ich jeść, aby później nie móc na nie patrzeć. Ich urok tkwi w prostocie – specjalne ciasto z jajkiem w środku. Niby nic, a kradną każde serca. Dla bardziej wymagających dostępne z różnymi dodatkami. Najlepiej kupować w lokalnych, mało turystycznych miejscach i popijać gruzińskim winem domowej roboty.

 

 

 

 

 

Oko na Maroko, a przede wszystkim na tamtejsze specjały. Tagine – pieczony w specjalnym, charakterystycznym naczyniu drób lub wołowina z warzywami. Drugie najpopularniejsze danie zaraz po kuskusie. Odwiedzając Maroko warto przygotować się na niezły kuskusowo-taginowy, kulinarny maraton!

.

.

 

 

 

 

 

Pora na deser! Najbardziej urokliwe lody jakie kiedykolwiek jedliśmy. Masa smaków do wyboru, niesamowite kolory i gałki zręcznie układane w kwiaty. A to wszystko okraszone paryską atmosferą. Mniaaam <3 Do kupienia w cukierniach Amorino, chociażby na Polach Elizejskich.

 

 

 

 

W szranki z paryskimi lodami stawać mógłby malezyjski lodowy burger. Serwowany w ulicznych garkuchniach. Idealny na gorące dni. Polecany szczególnie przez Krzyśka Wróblewskiego.

 

 

 

 

Przenosimy się na Cypr. Tradycyjne ciastka baklava – wypiekane z ciasta filo, z dużą ilością miodu, cynamonu, pistacji i wszechobecnych migdałów. Często jedzone w towarzystwie mleka. Warto pamiętać: są meeeega słodkie. Jeśli mamy skłonność do jedzenia oczami, możemy szybko polec. Najlepiej kupować w cukiernio-piekarniach Pandora. Rozkosz podniebienia gwarantowana!

 

 

Nie samą wodą człowiek żyje – zapraszamy więc do świata belgijskich piw! Rozpisywać moglibyśmy się o nich godzinami, polecamy jednak spróbować szczególnie dwóch – Kwak’a i Kriek’a. Pierwsze zaciekawiło nas przede wszystkim niesamowitą formą podawania. Serwuje się je w szklankach kształtem przypominających klepsydrę o okrągłym dnie, ze specjalną drewnianą podpórką. Picie z takiej konstrukcji sprawia sporo fun’u! Kriek to natomiast piwo fermentowane z wiśniami, czemu zawdzięcza swój niepowtarzalny smak i kolor. Ciężko przestać je pić. Na szczęście rzadko miewa więcej niż 3,5% alkoholu, więc nie trzeba się ograniczać.

 

 

 

SMACZNEGO!

autor: Kasia