LA VIE EST BELGE

 

Europejska metropolia, urokliwe flamandzkie miasteczka, największy wybór piw na świecie, czy gofry – to tylko niektóre z powodów, dla których Belgia raz na zawsze powinna zerwać z wizerunkiem stacji przesiadkowej na trasie tanich linii lotniczych. Dajcie się porwać, a gwarantujemy, że po wspólnej podróży szybko przyznacie nam rację.

 

 

LEUVEN

 

Leuven – czy ktoś kiedyś o nim słyszał? Przypuszczam, że nie. A warto. Małe miasteczko na wschodzie Belgii, tuż na granicy francuskiej i flamandzkiej części kraju. Spacerując po jego ulicach ma się wrażenie, ze z jednej zabytkowej budowli wyłania się kolejna. Niesamowicie urokliwe miejsce, w którym czas jakby się zatrzymał. Znajduje się w nim najpiękniejszy, zabytkowy Uniwersytet jaki kiedykolwiek miałam szansę zobaczyć. Utrzymany w stylistyce dawnego zamku, z wysokimi klepiskami i obszernymi korytarzami, po których dumnie pną się mocne schody.  Do tego zabytkowa biblioteka udostępniona dla studentów i zwiedzających. Na kawę i lunch warto wybrać się na rynek, wokół którego zlokalizowane są urokliwe kafejki. Będąc w Leuven warto odwiedzić także zlokalizowane nieco na uboczu miasta dawne miasteczko zakonnic – wąskie uliczki z zakamarkami i małymi domkami. Ciężko się nie zakochać.

 

 
 

 

BRUGIA

 

Brugia, ze względu na urok średniowiecznej zabudowy oraz silnie rozwiniętą sieć kanałów zwana jest Wenecją północy. Totalne must see będąc w Belgii. Chyba najbardziej magiczne miejsce w kraju, którego zabytkowe centrum od 2000 roku znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Wąskie uliczki pachną aromatyczną czekoladą i wybornym belgijskim piwem, a wystawy sklepowe kuszą przechodniów. Znajduje się tam między innymi najbardziej urokliwy sklepik z ozdobami świątecznymi, który jest otwarty przez cały rok! Całe miasto wygląda jakby zostało wyjęte z bajki o księżniczce. Warto zapomnieć się w tej romantycznej aurze i zgubić chociaż na jeden dzień między tamtejszymi uliczkami.

 

 
 
 

 

BLANKENBERGE, KNOKKE, OSTENDE

 

Morze. Tak, Belgia ma dostęp do morza i na domiar tego całkiem fajne plaże. Jeśli tylko uda nam się trafić na słoneczny dzień spokojnie możemy rozkładać kocyk w jednej z nadmorskich miejscowości. Do najpopularniejszych należą: Blankenberge, Knokke, czy Ostende. Typowy nadmorski klimat, deptaki, hotele i urokliwe domki. Dojedziemy tam pociągiem, więc spokojnie można wybrać się na jednodniowe lenistwo.

 

 
 
 

 

BRUKSELA

 

Bruksela, której oczywiście ominąć nie można. Aby nacieszyć się nią w pełni, na pobyt trzeba przeznaczyć kilka dni. Robić tam możemy dosłownie wszystko. Jeśli jesteśmy w niej pierwszy raz na naszej liście nie powinno zabraknąć Wielkiego Placu wraz z Ratuszem, Pasażu św. Huberta, czy jakże słynnego sikającego chłopca. Ciekawym rozwiązaniem będzie także udanie się w kulinarne tournee po tej europejskiej stolicy. Zaczynając od belgijskich frytek, poprzez kuchnię afrykańską, pyszne azjatyckie knajpki, kosztując w sezonie pyszne świeże mule, a na deser gofry i belgijskie czekoladki. Bardziej wtajemniczeni mogą trafić do takich miejsc jak garden party na dachu biurowca, wpaść do sklepu z winylami, czy spojrzeć na panoramę miast z Placu Poelaert.

 

 

 
 

 

 

ANTWERPIA, LIEGE

 

Jeśli zostało nam trochę czasu możemy udać się do Antwerpii, gdzie na szczególną uwagę zasługuje magiczny Dworzec Kolejowy działający od 1905 roku, czy do Liege, chociażby po to by spróbować oryginalnych waffles de Liege. Są na tyle słodkie, że najlepiej jeść je bez żadnych dodatków. No, ewentualnie z belgijską czekoladą. Od popularnych gofrów brukselskich różnią się kształtem i rodzajem ciasta, z jakiego są wykonane. 

 

 

WARTO WIEDZIEĆ

 

Samo przemieszczanie się po Belgii jest bardzo proste. Praktycznie wszędzie dostaniemy się szybkimi, ładnymi pociągami. Chyba nigdy nie zdarzyło mi się podróżować dłużej niż dwie godziny. Osoby poniżej 26 roku załapią się na specjalny Go Pass. Kosztuje 50 euro i uprawnia do odbycia 10 podróży. Może być wykorzystywany przez kilka osób jednocześnie. Sami Belgowie też są niezwykle przyjaźni, uśmiechnięci i pomocni. Jeśli zwiedzamy część francuską warto wyposażyć się w słownik. Po stronie flamandzkiej zaś z łatwością dogadamy się po angielsku. Uwaga! Podróżując między tymi dwiema częściami zwróćcie szczególną uwagę na nazwy miejscowości. Dla przykładu: Liege to nazwa francuska, chcąc dostać się tam ze strony flamandzkiej, na rozkładzie szukać musimy Luik. Bon Voyage!

 

 
 

autor: Kasia